RSS
czwartek, 16 listopada 2017
ROBERT LEWANDOWSKI przefarbował się na BLOND! Dziwne to.

Nowa fryzura Roberta Lewandowskiego wzbudza ogromne emocje. Piłkarz pochwalił się włosami w kolorze jasny blond, które nie do końca przypadły do gustu jego wiernym fanom oraz internautom. Sporo osób uważa bowiem, że taka fryzura bardzo postarza Lewandowskiego, a inni z kolei, że sprawia, że Robert wygląda jak nastolatek. A co o nowym kolorze włosów swojego męża sądzi Anna Lewandowska?

Żona Lewego skomentowała jego jasne włosy. Podobają jej się czy nie?
Niezwykle utalentowany, ale także bardzo przystojny piłkarz, pokazał swoje włosy w kolorze blond na swoim oficjalnym profilu na Instagramie i z marszu wywołał prawdziwą burzę w sieci! Opinie na temat nowej fryzury Lewandowskiego są bardzo podzielone. Jedni uważają, że zmiana koloru włosów piłkarza na srebrno-siwy jest bardzo korzystna, a inni z kolei uważają, że taki jasny kolor włosów kompletnie mu nie pasuje i, co ciekawe, rzekomo postarza lub odmładza go o co najmniej kilka lat. Domyślamy się, że Lewy średnio przejmuje się zdaniem internautów, ale jest jedna osoba, której opinia jest dla niego bardzo ważna. Mowa oczywiście o jego żonie. Jak Anna Lewandowska komentuje blond włosy swojego męża? Czy podoba jej się metamorfoza Lewandowskiego?
Robert Lewandowski blondAnna Lewandowska podzieliła się swoją opinią na temat nowej fryzury Roberta w komentarzu pod jego zdjęciem na Instagramie.

Popularna trenerka zrobiła to bez słów, przy pomocy zaledwie dwóch emotikonów - symbolu serca i minki puszczającej oczko. Wszystko wskazuje więc na to, że żonie napastnika Bayernu Monachium i reprezentacji Polski bardzo się podobają jego nowe jasne włosy.

Więcej: http://www.gala.pl/artykul/robert-lewandowski-blond-anna-lewandowska-komentuje-nowa-fryzure-meza

poniedziałek, 30 października 2017
Huragan Ofelia poukładał jabłka w irlandzkich sadach. Zobacz! Dziwne to!

W połowie października huragan Ofelia uderzył w Wyspy Brytyjskie. Wiatr o sile ok. 180 km/h i intensywne opady zebrały śmiertelne żniwo. Trzy osoby zginęły, a ok. 380 tys. gospodarstw straciło prąd. W sieci pojawiły się też zdjęcia, na których widać, że ucierpiały również irlandzkie sady. W jednym z nich porywisty wiatr ogołocił drzewa ze wszystkich jabłek.
Ten szokujący widok ujrzeli sadownicy tuż po przejściu Ofelii przez Irlandię. Niemal wszystkie drzewa były pozbawione owoców. Jabłka leżały wokół nich, tworząc owocowy „dywan". Dla właścicieli był to widok łamiący ich serca.


Od 17 października Irlandia ze skutkami huraganu Ofelia. – To była najgorsza nawałnica w Irlandii od 50 lat – powiedział w jednym z wywiadów premier Irlandii Leo Varadkar. – To zdarzenie pogodowe, jakiego nigdy wcześniej nie widziałem.
Najbardziej ucierpiało miasto Cork i hrabstwo Armagh, nazywane „hrabstwem sadów”, które uchodzi za jabłkowe królestwo. Czy ostatnie zdarzenia wpłyną na produkcję irlandzkich cydrów? Konsumenci napojów na bazie jabłek nie kryją swojego zaniepokojenia. 

Więcej: http://www.fakt.pl/wydarzenia/swiat/koszmar-w-sadzie-tedy-przeszedl-huragan/c9mbh32

środa, 18 października 2017
LEKARZ OSZUKIWAŁ NA EGZAMINIE. Dziwne to.

 

Policjanci z Wydziału dw. z Przestępczością Gospodarczą KMP w Łodzi zatrzymali nieuczciwego lekarza. 33-letni psychiatra przyszedł na egzamin specjalizacyjny wyposażony w okulary z kamerą oraz sprzęt służący do przesyłania obrazu na odległość. W trakcie egzaminu sfotografował 200 pytań i przesłał je drogą elektroniczną do wspólniczki, która odesłała mu gotowe odpowiedzi.Na trop nieuczciwego lekarza wpadli specjaliści z Zespołu dw. z Cyberprzestępczością KMP w Łodzi. Mężczyzna zatrzymany został 5 października 2017 roku, wkrótce po tym jak wyszedł z sali egzaminacyjnej. Zaskoczony, początkowo nie chciał przyznać się do popełnionego przewinienia. Gdy policjant kazał opróżnić mu kieszenie, wyjął wszystko – poza okularami. Gdy w końcu okazał okulary stwierdził, że nosi je po to żeby lepiej wyglądać. Policjant nie dał się zwieść i polecił mężczyźnie rozpiąć koszulę. Wtedy lekarz przyznał się, że oszukiwał i pokazał funkcjonariuszom aparaturę służącą do przesyłu obrazu na odległość, którą przykleił do klatki piersiowej. Ponadto funkcjonariusze odnaleźli prawie 1,5 grama marihuany, którą lekarz ukrywał w swoim samochodzie. Wpadła również wspólniczka psychiatry, która z innego miasta drogą elektroniczną przesyłała mu gotowe odpowiedzi na pytania testowe. Dodatkowo w mieszkaniu podejrzewanego ujawniono blisko 4 gramy marihuany oraz wydruki testów egzaminacyjnych. Nieuczciwy lekarz usłyszał zarzut popełnienia przestępstw polegających na próbie wyłudzenia poświadczenia nieprawdy w celu uzyskania specjalizacji lekarskiej oraz posiadania środków odurzających. Grozi mu za to kara do 3 lat pozbawienia wolności. Zarzuty usłyszała również lekarka, która pomagała psychiatrze. Sprawa ma charakter rozwojowy.

Więcej:policja.pl

wtorek, 10 października 2017
Cyrkowe szopy włamały się do sklepu i urządziły sobie libację. Czuć było od nich zapaszek. Dziwne to

​Dwa cyrkowe szopy urządziły sobie libację w ukraińskich Czerniowcach. Zwierzęta włamały się do sklepu spożywczego, a następnie wypiły znajdujący się tam alkohol.

Szopy na początku zjadały wszystko, co udało im się znaleźć na półkach. Ale prawdziwa impreza rozpoczęła się, kiedy dotarły do działu z alkoholem.Byłem na miejscu, widziałem rozbite butelki wódki, koniaku, piwa - wszystko. Szopy były pijane i czuć było od nich charakterystyczny zapach - mówił właściciel cyrki Wasilij Kolos.Wylicza się, że szopy wyrządziły w sklepie szkody na 46 tys. hrywien (ponad 6 tys. zł). Zwierzęta długo dochodziły do siebie pod opieką weterynarzy. Na cyrkowej scenie musiały ich zastąpić inne czworonogi.Właściciel cyrku zauważa, że to nie pierwszy raz, kiedy pijane zwierzęta zrobiły raban. W przeszłości był świadkiem, jak pijana małpa dzwoniła do mera miasta w środku nocy. Jednak szopy skłonności do libacji wcześniej nie miały. Ale może zwierzęta żyją z nami i przejęły złe nawyki od niektórych osób - podkreśla Kolos.

Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-cyrkowe-szopy-wlamaly-sie-do-sklepu-i-urzadzily-sobie-libacj,nId,2450506#

poniedziałek, 09 października 2017
Bezpłatne wizyty u fizjoterapeutów dla kierowców skarżących się na kręgosłup. Dziwne to.

Kierowcy z Rzymu, którzy uskarżają się na problemy z plecami, kręgosłupem czy szyją z powodu licznych dziur na drogach, mają prawo do bezpłatnych wizyt u fizjoterapeutów. Umożliwiła im to organizacja obrony praw konsumentów.

Wyboje i dziury w jezdniach to codzienna udręka tysięcy kierowców i motocyklistów w Wiecznym Mieście. Jego władzom zarzuca się bezradność wobec tego problemu i zaniedbania.W obronie wszystkich użytkowników dróg: kierowców samochodów osobowych i autobusów, taksówkarzy i motocyklistów stanęło prężnie działające włoskie stowarzyszenie konsumenckie Codacons.

Odnotowało ono na podstawie sondażu przeprowadzonego wśród farmaceutów i ortopedów, że w stolicy w ciągu ostatnich pięciu lat wzrosła sprzedaż lekarstw na bóle mięśni i kończyn, a także przypadków kłopotów z kręgami szyjnymi, plecami i kręgosłupem. To wszystko - twierdzi ta organizacja powołując się na ustalenia specjalistów - ma związek z wciąż pogarszającym się stanem dróg.
Stowarzyszenie zawarło porozumienie z grupą fizjoterapeutów, oferującym bezpłatne wizyty kontrolne tym, którzy cierpią na bóle pleców i podobne dolegliwości z powodu ulicznych dziur, na jakich skaczą ich auta.Jednocześnie działacze Codacons zobowiązali się do udzielenia pomocy prawnej tym osobom, u których stwierdzone zostaną urazy i schorzenia, będące konsekwencją dziurawych jezdni. Organizacja ogłosiła, że pomoże im w ubieganiu się o odszkodowanie od władz Rzymu.

Czytaj więcej na http://twojezdrowie.rmf24.pl/czlowiek/narzady-ruchu/news-bezplatne-wizyty-u-fizjoterapeutow-dla-kierowcow-skarzacych-

czwartek, 05 października 2017
Telefon uratował jej życie. Dosłownie. Lecący pocisk odbił się od niego. Dziwne to.

"Kula trafiła w mojego iPhone'a, to uratowało mi życie" - usłyszał taksówkarz z Las Vegas od jednej z uczestniczek festiwalu muzyki country, gdzie doszło w niedzielę do krwawej strzelaniny. Zginęło prawie 60 osób, a ponad 500 zostało rannych.


Gdy zaczęła się strzelanina, kobieta zaczęła uciekać, trzymając telefon w ręce. Kula trafiła w jej iPhone'a. To zatrzymało  pocisk - opowiadała uczestniczka tragicznego zdarzenia.Kobieta podzieliła się historią z taksówkarzem, który zabrał ją z miejsca strzelaniny. Sfotografował zniszczony telefon. Zdjęcie obiegło media społecznościowe. Przypomnijmy, że do strzelaniny doszło w niedzielę wieczorem. 64-letni Amerykanin Stephen Paddock, były księgowy, hazardzista i inwestor na rynku nieruchomości otworzył ogień do zgromadzonych pod gołym niebem ponad 20 tys. uczestników festiwalu muzyki country "Route 91. Harvest Festival" w Las Vegas. Zabił prawie 60 osób i ranił ponad 500. Większość ofiar Paddocka, który miał cały arsenał broni i wyposażenia snajperskiego, nie ukończyła 40. roku życia. Była to najkrwawsza tego rodzaju tragedia w najnowszej historii USA.
Paddock popełnił samobójstwo, kiedy komandosi sforsowali drzwi jego pokoju hotelowego.
Do tej pory funkcjonariuszom FBI, detektywom lokalnej i stanowej policji nie udało się ustalić, jakie były motywy sprawcy.

Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-strzelanina-w-las-vegas-telefon-uratowal-jej-zycie-zatrzymal,nId,

środa, 04 października 2017
IMIGRANT CHCIAŁ ZABLOKOWAĆ SAMOCHÓD, ALE ..W ŚRODKU BYLI POLACY. TO MUSIAŁO SIĘ TAK SKOŃCZYĆ! Dziwne to.

Imigrant chciał zablokować samochód, ale… w środku byli Polacy. To musiało się tak skończyć!

Wielu islamskich imigrantów, którzy pojawili się w Europie Zachodniej zdaje się czuć zupełnie bezkarnymi. Zachęca ich do tego poprawność polityczna, która każe organom ścigania przymykać oko na ich przestępstwa i traktować ich łagodniej. Jednak przybysze z Europy Wschodniej nie mają dla islamistów taryfy ulgowej. Tak było też w tym przypadku.


Do zaskakującego zdarzenia doszło w niemieckim mieście Ravensburg. W sieci pojawiło się nagranie ukazujące czarnoskórego imigranta, który stanął na przeciwko samochodu i nie chciał go przepuścić. Zapewne liczył na bierność osób znajdujących się wewnątrz, ale tym razem miał pecha. W pojeździe znajdowali się Polacy.


Imigrant stawał się coraz bardziej natrętny. Zaczął uderzać w maskę samochodu. Wtedy jeden z mężczyzn znajdujących się w pojeździe stracił cierpliwość. Wysiadł i jednym celnym uderzeniem znokautował napastnika. Drugi wysiadł i upewnił się, że leżący imigrant już im nie zagraża. Nie ma wątpliwości, że byli to Polacy. Jednoznacznie wskazują na to… polskie przekleństwa, jakie padają pod adresem czarnoskórego napastnika.

Więcej: http://wmeritum.pl/imigrant-chcial-zablokowac-samochod-srodku-byli-polacy-musialo-sie-skonczyc-wideo/202054

poniedziałek, 02 października 2017
Seria kradzieży na rulon w Niemczech. Poszkodowani to w większości Polacy. Dziwne to.

​Seria podstępnych kradzieży na terenie całych Niemiec. Ofiarami oszustów padają wyłącznie Polacy pracujący na Zachodzie. Policja w Dortmundzie prosi o pomoc w schwytaniu sprawców.
​Seria podstępnych kradzieży na terenie całych Niemiec. Ofiarami oszustów padają wyłącznie Polacy pracujący na Zachodzie. Policja w Dortmundzie prosi o pomoc w schwytaniu sprawców.

Kradzieże dokonywane są w prawie wszystkich większych miastach na terenie Niemiec. Do przestępstw dochodzi w większych miastach, m.in. w Dortmundzie, na dworcach autobusowych.Sprawcy najpierw wciągają poszkodowanych w rozmowę i próbują odciągnąć swoje ofiary od autokaru. W trakcie rozmowy dochodzi do zastosowania triku zwanego "rulonem". Sprawca znajduje rzucony wcześniej na ziemię plik banknotów, rzekomo cieszy się ze znaleziska i chowa pieniądze.Krótko później pojawia się drugi przestępca i twierdzi, że w tym właśnie miejscu zgubił pieniądze. Grozi że nawet wezwie policję. Twierdzi, że zgubione pieniądze może rozpoznać, gdyż banknoty mają plamy z kawy.W tym momencie pierwszy ze sprawców pokazuje swój portfel wypełniony banknotami. Następnie każe Polakowi, by również pokazał swój portfel. Ten pokazuje swoje pieniądze (często są to spore kwoty).Podczas sprawdzania pieniędzy przestępcy na wierzchu zostawiają prawdziwe banknoty euro, a pozostałe podmieniają na bezwartościową stertę fałszywych pieniędzy. Następnie oddają banknoty i ulatniają się. Poszkodowani często zauważają, że padli ofiarą przestępstwa dopiero w Polsce.W ten sposób grupy działające na terenie całych Niemiec uzyskują naprawdę spore dochody. Wiadomo, że działa tam co najmniej trzech przestępców - wszyscy to Polacy.Problematyczne jest też, że poszkodowani często nie zgłaszają sprawy, pomimo że tracą nie raz od 500 do kilku tysięcy euro.Wszelkich poszkodowanych policja prosi o wysyłanie informacji na adres mailowy: oszustworulon.dortmund@polizei.nrw.de

Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-seria-kradziezy-na-rulon-w-niemczech-poszkodowani-niemal-wyl,nId,2447007

wtorek, 12 września 2017
Klient zmienił umowę. I wygrał z bankiem! Dziwne to.

Zwykle to banki dokonują tego typu manewrów, zmieniając klientom jednostronnie wzorce umowne albo wprowadzając nowe wersje regulaminów, do których znajdują się odniesienia w umowach kredytowych. Klient, który chce coś zmieniać w umowie, często jest traktowany przez bankowców jak zawalidroga i pouczany, żeby się nie wymądrzał, bo od pisania umów to są bankowi prawnicy, a nie klienci.


Tym razem było inaczej. Dywersyjna działalność klienta stała się możliwa, bo zgłosił się do banku internetowego, a nie do "zwykłego", w którym dostałby do ręki wydrukowaną przez pracownika umowę i podpisałby się we wskazanym miejscu w dwóch lub trzech egzemplarzach. W banku internetowym, jak wiadomo, umowy, formularze i regulaminy są dostarczane klientowi w formie plików komputerowych. Klient te papiery drukuje, podpisuje i wysyła do banku (są już instytucje finansowe, które nawet kwestię podpisu załatwiają elektronicznie, czyli np. klient "podpisuje się" hasłem jednorazowym wysyłanym przez bank na telefon komórkowy).


Klient dopisał umorzenie kredytu do umowy.


Mój czytelnik, zgodnie z procedurą, wypełnił formularz w internetowym serwisie transakcyjnym banku. A ten wniosek rozpatrzył pozytywnie i przesłał e-mailem druk umowy.
Klient zachował się niestandardowo i... postanowił nanieść w otrzymanych dokumentach zmianę. A dopiero potem druki podpisać i odesłać do banku. Zmiana mieściła się w punkcie umowy o nazwie "oświadczenia". W paragrafie 6. klient naniósł dopisek: "Bank zobowiązuje się do całkowitego umorzenia kwoty kredytu i należnych odsetek do (...)". I tutaj stosowna data.
Bank odesłał klientowi umowę w brzmieniu zaproponowanym przez niego wraz z podpisami trzech pracowników banku: szeregowego, starszego inspektora oraz koordynatora.
W bankach mówią: "Nie przeczytałeś przed podpisaniem, to płać". A potem podsuwają coś, czego się nie da przeczytać bez asysty trzech prawników. Klient odwrócił sytuację. To bank musiał przeczytać umowę, którą sam spłodził. I w banku jej dokładnie nie przeczytali.
Klient stąpał po cienkim lodzie: warunki płatności powinny być wypisane w rozdziale oznaczonym "spłata kredytu", a nie "oświadczenia". Poza tym nowe brzmienie umowy rodzi konflikt między jednymi jej postanowieniami (mówiącymi o tym, że klient ma spłacić tyle a tyle) a innymi (że kredyt ma zostać w określonym terminie umorzony).


Sprawa załatwiona polubownie


Czytelnik złożył w banku wniosek o umorzenie kredytu. Odpowiedź przyszła po kilku tygodniach. Bank zażądał od klienta wykonania umowy w pierwotnym jej brzmieniu, nie honorując żadnych zmian. I postraszył klienta prokuratorem. Ja z kolei napisałem do banku list z prośbą o potraktowanie klienta nie jak oszusta i cwaniaka, lecz jako testera procedur w banku. Klient wykrył dziury i należą mu się podziękowania, a nie kara.
W banku - jak relacjonuje mi klient - pomyśleli dłuższą chwilę i zaoferowali takie oto salomonowe rozwiązanie: klient podpisuje aneks, w którym strony usuwają sporny dopisek klienta, a w zamian bank w innym miejscu umowy zmniejszy klientowi oprocentowanie kredytu do zera. Innymi słowy - w ramach ugody klient otrzyma kredyt bez odsetek. Mój czytelnik początkowo zaproponował, że spłaci tylko połowę kredytu, ale poprosiłem go, by przystał na propozycję banku. I - z tego, co wiem - tak właśnie się stało. Uważam, że to rozwiązanie fair. Co innego wywalczyć sobie darmowy kredyt, a co innego nie oddać pieniędzy, które się pożyczyło.
Wniosek z tej sprawy jest taki: bankowcy, upraszczajcie umowy, bo - jak widać na załączonym przykładzie - są tak zamotane, że sami ich nie czytacie przed podpisaniem!

Więcej: http://wyborcza.biz/biznes/1,147582,17484591,Klient_zmienil_umowe__I_wygral_z_bankiem_.html?disableRedirects=true

poniedziałek, 11 września 2017
Rozszyfrowano list opętanej przez diabła zakonnicy sprzed 341 lat. Dziwne to.

 

Nikt od stuleci nie potrafił rozszyfrować listu napisanego przez włoską zakonnicę. Aż do teraz. Siotra Isabella Tomasi twierdziła, że opętał ją diabeł i zmusił do spisania wiadomości, którą chce przekazać. Dopiero zespołowi informatyków z ośrodka badań Ludum Science Centre w Katanii udało się rozwikłać zagadkę pisma z XVII wieku.
Zakonnica, znana jako siostra Maria Crocifissa della Concezione, wstąpiła do zakonu w wieku 15 lat. To właśnie ona stała się autorką słynnego listu, który został napisany w kilku archaicznych alfabetach. Od stuleci nikomu nie dawało się odczytać tajemniczej treści, aż zespół informatyków pod kierownictwem Daniele'a Abate rozwikłał tę zagadkę. Badacze posłużyli się programem deszyfrującym ściągniętym z tzw. Deep Webu, czyli ukrytą siecią, która nie jest częścią zwykłego internetu. Według szefa zespołu rzeczonego programu używają państwowe agencje wywiadu do łamania kodów i szyfrów. Abate tłumaczy, że program został podłączony do baz językowych z antyczną greką, językiem arabskim, alfabetem runicznym i starożytną łaciną. Dzięki temu udało się odkryć, co zaszyfrowała w swoim liście "opętana" zakonnica. 
Siostra Maria miała niebywały talent do języków, co potwierdza także treść bardzo skomplikowanej wiadomości, w której zakonnica użyła mieszkanki różnych języków i alfabetów. To, co przeczytali badacze, osoby wierzące mogą uznać za bluźniercze. W 15 linijkach odczytanego tekstu zakonnica pisze o różnicach między człowiekiem, Bogiem i szatanem. Zakonnica stwierdza, że "Bogu wydaje się, że może uczynić śmiertelników wolnymi". Dodaje też, że Boga ludzie sami wynaleźli a "religia to system, który nie służy nikomu". W jej liście "Jezus jest tylko niepotrzebnym obciążeniem dla innych" - cytuje treść wiadomości Wirtualna Polska.
Warto dodać, że list jest napisany w taki sposób, że jego autor wydaje się być osobą chorą psychicznie. Zadziwiające są również okoliczności powstania pisma. Któregoś rana 1676 roku siostra Maria zaczęła przeraźliwie krzyczeć. Obudzone zakonnice przybiegły do jej celi. Była cała ubrudzona tuszem, a obok leżała kartka pergaminu. Maria powiedziała, że opętał ją diabeł i zmusił do napisania listu. Benedyktyni bezskutecznie próbowali odczytać wiadomość, aż ostatecznie umieściły kartę w swoim klasztorze licząc na to, że w końcu komuś się to uda. 

Więcej: fakt.pl

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18
Tagi
Loading