RSS
wtorek, 23 sierpnia 2016
Talulah Eve Brown zmienił płeć a teraz chce mieć dziecko sam ze sobą. Dziwne to.

 

Talulah Eve Brown. Urodził się jako chłopiec o imieniu Aaron. W roku 2014 rozpoczął operacje związane ze zmianą płci. Wcześniej zamroził swoją spermę aby później po zmianie płci mógł mieć potomstwo ze samym sobą.

Więcej: demotywatory.pl

12:02, radioalert
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 sierpnia 2016
Do ołtarza poprowadził ją mężczyzna, w którego piersi bije serce jej zmarłego ojca. Dziwne to.

Ojciec Jeni Stepien został zamordowany dziesięć lat temu. Rodzina zdecydowała się przekazać jego narządy do transplantacji. Serce uratowało życie Arthura Thomasa. I to właśnie on towarzyszył Jeni podczas ślubnej ceremonii.

Ojciec Jeni, Michael, został zamordowany w 2006 roku, gdy wracał z pracy do domu. Usiłujący obrabować mężczyznę 16-latek strzelił mu w głowę z bliskiej odległości. Michaela nie udało się uratować. Rodzina zdecydowała się przekazać jego narządy do transplantacji. 
Organizacja, z której pomocy skorzystała rodzina, pozwala bliskim dawcy poznać tożsamość biorcy. Serce Michaela trafiło do Arthura Thomasa, który sam był blisko śmierci. Po operacji Stepieniowie utrzymywali z mężczyzną kontakt, wymieniali świąteczne kartki, składali urodzinowe życzenia. Nigdy jednak nie doszło do spotkania. 
Narzeczony zasugerował, by napisała do Thomasa i poprosiła, aby to on poprowadził ją do ołtarza. Mężczyzna zgodził się, choć ostrzegł, że nie wie, czy poradzi sobie z opanowaniem emocji. 
Ceremonia odbyła się w tym samym kościele w Swissvale w Pensylwani, w którym ślub brali rodzice Jeni. Jestem bardzo wdzięczna, że mój tato mógł tu być nie tylko duchem, ale też choć w części fizycznie - mówiła wzruszona Jeni. To było dla nas naprawdę szczególne - dodała.


Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/ciekawostki/news-do-oltarza-poprowadzil-ja-mezczyzna-w-ktorego-piersi-bije-se,nId,2248799

czwartek, 04 sierpnia 2016
10 korporacji kontroluje niemal wszystko, co kupujesz. Dziwne to.

Zaledwie kilkadziesiąt firm opanowało niemal cały rynek. Obrazuje to wykres, nazwany iluzją wyboru, który krąży w internecie już od kilku lat. Zobacz, które firmy opanowały świat.

Więcej:wp.pl, wolnemedia.net,

08:21, radioalert
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 lipca 2016
Byk szalał po autostradzie na Słowacji. Dziwne to.

Okolicy Nitry, Słowacja. Kierowcy jadący autostradą kierowcy mocno się zdziwili, gdy zobaczyli przed swoimi maskami byka. Aby zatrzymać zwierzę zatrzymano ruch na ponad godzinę. Ostatecznie funkcjonariusze musieli je jednak zastrzelić, żeby zapobiec możliwemu atakowi na policjantów - powiedziała Bozena Bruchterova ze słowackiej policji. Właściciel samochodu, z którego uciekł byk, dostał mandat w wysokości 50 euro.

Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/ciekawostki/news-byk-szalal-po-slowackiej-autostradzie-chwile-wolnosci-przypl,nId,2242595

13:33, radioalert
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 lipca 2016
Michael Caine zmienił nazwisko. Teraz nazywa się.. Michael Caine. Dziwne to.

Brytyjski aktor Michael Caine zmienił imię i nazwisko. Wszystko przez uciążliwe kontrole paszportowe na lotniskach, wprowadzone w związku z zagrożeniem zamachów organizowanych przez Państwo Islamskie.
Brytyjski aktor Michael Caine zmienił imię i nazwisko. Wszystko przez uciążliwe kontrole paszportowe na lotniskach, wprowadzone w związku z zagrożeniem zamachów organizowanych przez Państwo Islamskie. Michael Caine urodził się jako Maurice Micklewhite/Clemens Bilan /PAP/EPAMichale Caine, zdobywca dwóch Oscarów, ma dość tłumaczenia się w trakcie kontroli na lotniskach, że dane osoby widniejące pod jego zdjęciem w paszporcie należą do niego. Brytyjczyk urodził się bowiem jako Maurice Micklewhite.
W wieku 83 lat postanowił oficjalnie zmienić swoje nazwisko na to znane wszystkim ze sceny i z ekranu - Michael Caine.
Przedstawiciele straży granicznej mówili "Dzień dobry, panie Caine", po czym patrzyli w mój paszport z innymi danymi. Czasami zajmowało mi godzinę tłumaczenie, że Michael Caine to tylko pseudonim artystyczny - mówił gazecie "The Sun".
Aktor zdradził też, dlaczego przestał pisać nowele.
Miałem gotową fabułę o tym, że terroryści uderzają samolotem w drapacz chmur w Londynie. Potem wydarzyło się to naprawdę - wyjaśniał, nawiązując do ataku na WTC 11 września 2001 roku. 


Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/raporty/raport-swiat-kontra-panstwo-islamskie/najnowsze-fakty/news-michael-caine-zmienil-nazwisko-teraz-nazywa-sie-michael-cain,nId,2240476

piątek, 15 lipca 2016
Znajdź telefon. Zagadka, która doprowadza do szału internautów. Dziwne to.

Więcej: demotywatory.pl

czwartek, 14 lipca 2016
Szukają pokemonów w Auschwitz-Birkenau i Muzeum Holokaustu? Dziwne to.


Liczba użytkowników gry Pokemon Go na całym świecie wzrasta z dnia na dzień. Niektórzy tak uzależniają się od poszukiwania kultowych stworów, że zapominają o świecie rzeczywistym i tym, jak należy zachowywać się w niektórych miejscach. Szczególnie w miejscach pamięci. Zarówno muzeum Auschwitz-Birkenau, jak i Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie apelują o to, aby na terenie obiektów nie korzystać z gry, która polega na łapaniu znanych z serii animowanych filmów Pokemonów.- Były niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady Auschwitz-Birkenau to dziś nie tylko muzeum. To przede wszystkim miejsce pamięci, miejsce do którego ludzie przyjeżdżają nie tylko po to, żeby poznać historię, ale przyjeżdżają na chwilę zadumy, refleksji, często na modlitwę. Jest rzeczą niewyobrażalną, żebyśmy mogli to miejsce traktować jako miejsce do grania, do zabawy - powiedział cytowany przez TVN24 Bartosz Bartyzel z Muzeum Auschwitz-Birkenau.Muzeum apeluje do twórców gry, aby nie pozwalać grać w Pokemon Go na terenie obiektu. "To brak szacunku dla pamięci o ofiarach!" - czytamy. Informacja o apelu polskiego muzeum pamięci jest cytowana przez media na całym świecie. Podobne apele wystosowały także inne instytucje. Internauci tłumnie komentują incydent w mediach społecznościowych. Swój wpis na Twitterze dotyczący obecności Pokemonów w muzeum Auschwitz umieścił także Andrew Stroehlein z pozarządowej organizacji zajmującej się ochroną praw człowieka w Brukseli.
 Zobacz obraz na TwitterzeZobacz obraz na Twitterze   Obserwuj  - Granie w grę w muzeum, które upamiętnia ofiary nazizmu, jest nieodpowiednie - powiedział „Washington Post” Andrew Hollinger, dyrektor komunikacji Muzeum Holocaustu w stolicy USA, odnosząc się do tego samego problemu, który dotyka nie tylko Auschwitz, ale i Waszyngton. - Technologia może być ważnym narzędziem edukacyjnym, jednak ta gra daleka jest od naszej misji.Także BBC informuje o incydentach, do których dochodzi w Muzeum Holokaustu. Obiekt, będący jednocześnie oficjalnym pomnikiem, apeluje do odwiedzających o niekorzystanie z gry Pokemon Go wewnątrz miejsca pamięci ofiar nazizmu. Przedstawiciele mówią o "nadzwyczajnie nieodpowiednim" zachowaniu graczy.

Także przedstawiciele Cmentarza Narodowego w Arlington, który położony jest ok. 5 km od muzeum, zwracają się do użytkowników Pokemon Go.Lokalizacje te są umieszczone w grze, co zachęca korzystających do szukania pokemonów zarówno w Muzeum Holokaustu, jak i na cmentarzu. Znajdują się tam również tzw. pokestops, gdzie gracze mogą zdobywać elementy takie, jak przysmaki lub witaminy dla swoich stworów.Władze muzeum starają się o usunięcie tej lokalizacji z gry. Twórcy póki co milczą w tej sprawie.W USA Pokemon Go zdominowało zarówno Google Play jak i App Store, a samemu Nintendo podwyższyło wartość giełdową o 7 miliardów dolarów. O tym jak bardzo popularna stała się gra świadczy też zainteresowanie internautów. W sieci nie brakuje już dokładnych poradników dotyczących gry - nawet w krajach, w których aplikacja oficjalnie nie jest dostępna, zainteresowanie nią jest ogromne.  Pokemon GO to gra mobilna stworzona przez Nintendo i Niantic Labs . Dostępna jest na Androida oraz iOS. Niestety obecnie mogą ją zainstalować tylko osoby, które mają konta w amerykańskim, japońskim, nowozelandzkim albo australijskim sklepie z aplikacjami. Gra wykorzystuje aparat smartfona oraz GPS i wygania nas z kanapy - dosłownie, bo celem gry jest łapanie pokemonów, znajdujących się gdzieś w okolicy, za pomocą specjalnych opcji w aplikacji.

Więcej: wp.pl

09:43, radioalert
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 lipca 2016
Przebił jej rękę gwoździem. Ząbek przebił gwoździem rękę Marzenie Roglaskiej. Dziwne to.

Marzena Rogalska (46 l.) jest jedną z ulubionych prezenterek telewizyjnych Polaków. Tym bardziej wielu jej fanów zaniepokoił fakt, że gwiazda została zraniona w rękę przez iluzjonistę podczas sobotniego wydania programu "Pytanie na śniadanie". W trakcie wykonywania sztuczki, Pan Ząbek miał przebić rękę dziennikarce.
Na oficjalnym fanpage'u programu na Facebooku fani Marzeny Rogalskiej zastanawiali się, w jakim stanie jest dziennikarka. Sama zainteresowana opublikowała na Facebooku filmik, na którym mówi, jak się czuje.- Wróciłam właśnie ze szpitala. Mam opatrzoną rękę. Ręka jest skaleczona, nieprzebita. Jest rana kłuta, nieszyta. Dostałam antybiotyk i zastrzyk przeciwko tężcowi. Wszystko powinno być okej, ruszam palcami - powiedziała Marzena Rogalska. - Nie mam urazu do Pana Ząbka. Dziękuję za troskę wszystkim. Przy okazji proszę: mniej hejtu, więcej wyrozumiałości. Takie rzeczy się zdarzają - dodała.

Więcej:plejada.pl, tvp.pl

środa, 29 czerwca 2016
Olli. Autobus, który pojedzie tam gdzie chcesz? Dziwne to.

Komunikacja miejska raczej nie kojarzy się z czymś innowacyjnym - w Polsce chociażby w wielu miastach jeszcze pokutują niekoniecznie piękne i dobrze wyposażone maszyny, ale na szczęście to się zmienia. Przykład z brzegu - Rzeszów zainwestował potężne pieniądze w systemy wspomagające transport w mieście, od dawna jeździ tam zupełnie nowy tabor napędzany przez CNG, a także funkcjonują elektroniczne bilety i panele informacyjne. Same busy wyglądają i jeżdżą całkiem przyjemnie.
Ale – mimo ogromnego postępu na świecie w dziedzinie komunikacji miejskiej, nie wolno zapominać o tym, że cały czas jest coś do zrobienia. CNG to nie jest pełna odpowiedź na potrzebę odcięcia się od nieodnawialnych źródeł energii. Warto również zwrócić uwagę, że wyprodukowanie takiego autobusu trochę zajmuje i… kosztuje. Warto zobaczyć, co dzieje się za oceanem – w Waszyngotnie jeżdżą już malutkie busiki wydrukowane przez duże, przemysłowe drukarki 3D. Nie tylko to jest w nich ciekawe – ponadto są niezależne od jakichkolwiek paliw, bo napędza je tylko energia z akumulatora. I zapomniałbym – nie potrzebują kierowcy, jeżdżą sobie same. Projekt Olli wyznacza zupełnie nowe trendy w komunikacji miejskiej.
Olli – autonomiczny, elektryczny minibus to pomysł Local Motors, firmy, która ma w planach sprzedawanie samochodów wydrukowanych w drukarkach 3D. Olli to ukoronowanie dotychczasowych osiągnięć przedsiębiorstwa. Olli potrafi pomieścić 12 osób, napędza go prąd i wykorzystano w nim Watsona od IBM.
Dzięki temu, interakcja z systemem odpowiedzialnym z Olli odbywa się za pomocą języka naturalnego. Wystarczy powiedzieć Olli, że chcemy jechać na przykład do najbliższego Maca. Olli to zrozumie, wyznaczy trasę i nas podwiezie. Jak na razie, system jest oddany na wyłączność stołecznemu miastu USA, natomiast w dalszych miesiącach zostanie wdrożony do Miami oraz Las Vegas. Warto dodać, iż przedsiębiorstwo jest w trakcie rozmów z innymi miastami z całego świata. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, Olli zobaczymy również w Kopenhadze, Berlinie oraz Canberze.
Zainteresowany przejażdżką klient będzie mógł wezwać busika za pomocą aplikacji mobilnej – dokładnie tak samo, jak w przypadku Ubera. Co bardzo ciekawe – współzałożyciel firmy uważa, że warto tworzyć mini-fabryki Olli na całym świecie. Jako koronny argument za tym przytacza fakt, iż stworzenie jednego egzemplarza tego pojazdu trwa około 10 godzin. To całkiem niewiele, biorąc pod uwagę dodatkowo fakt, iż zajmują się tym maszyny. Chętnie widziałbym to również w Polsce – ciekawa alternatywa dla standardowej komunikacji miejskiej, która zła nie jest… ale mogłaby być lepsza.

Więcej:http://antyweb.pl/olli-bus/

Tagi: Olli USA
14:15, radioalert
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 czerwca 2016
Cacao DecoMorreno, Najwyższa jakość. Jako książka? Dziwne to.

Na pewno znacie Cacao DecoMorreno i jego książkę „Najwyższa jakość”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Extra Ciemne. Nie znacie? To poznajcie.To, co dzieje się od kilkudziesięciu godzin wokół DecoMorreno można określić dwoma słowami: fenomen internetu. Można też powiedzieć, że jest to niesamowity trolling, a zapewne wielu pomyśli, że coś tu śmierdzi akcją marketingową.
Książka Cacao DecoMorreno
DecoMorreno to oczywiście nie jest książka. To kakao, które jest na rynku od bardzo dawna i zapewne wielu doskonale kojarzy pudełko, w którym możemy je kupić.Puls Biznesu zauważa, że zamieszanie wokół DecoMorreno zaczęło się od wpisu na zamkniętej grupie na Facebooku – „500+, Becikowe, MOPS, Alimenty”. Użytkowniczka Facebooka umieściła tam zdjęcie opakowania Cacao DecoMorreno i zapytała innych użytkowników: „czy zna ktoś może więcej książek tego autora?”. Następnie ktoś dodał zdjęcie kakao na stronę lubimyczytac.pl, gdzie internauci oceniają i recenzują książki.Według wpisu na lubimyczytac.pl Cacao DecoMorreno to imię i nazwisko autora. Najwyższa jakość to tytuł książki. Zaś Extra Ciemne to wydawnictwo.Pozycja ta doczekała się już ponad 350 ocen i ponad 100 opinii. Najlepsze z nich wybrał AszDziennik (tak, ten AszDziennik, ale tym razem to nie żart, a wpis w pełni na serio):DecoMorreno długo kazał na siebie czekać, ale w końcu powrócił. Twórca bestsellerowych „Hot Classico” i „Hot Milky” po raz kolejny zabiera nas do świata pełnego słodyczy, ale i nierzadko gorzkich rozczarowań. Warto pamiętać, iż „Najwyższa Jakość” to pierwsza część zapowiedzianej przez Autora trylogii. Kolejne tomy będą się nazywać: „Największa Przyjemność” oraz „Najlepszy Smak”. Absolutne arcydzieło deklasujące konkurencję w przepyszny sposób – napisał Oficer95. DecoMorreno nareszcie zagościł w polskich księgarniach! Wydawnictwo Extra Ciemne uraczyło czytelników klimatyczną okładką z ryciną wiatraka, wokół którego kręci się życie głównego bohatera. Wspaniały aromat bijący ze złocistych kart dostarcza czytającemu intensywnych doznań przeradzających się w dziką rozkosz. Przez tę książkę zarwałam dwie noce i przytyłam, ale nie mam żalu do autora. Powieść momentami bywa czarna i gorzka jak nasza przyszłość, lecz po zamieszaniu paroma wydarzeniami otrzymujemy niebanalne zakończenie, które osłodzi nam dzień. To wzruszająca historia pokazująca piękną przyjaźń człowieka i wiatraka. Momentami płakałam w kuchni tuląc się do mikrofali… Szczerze mówiąc nie pamiętam, by jakakolwiek książka tak bardzo mnie poruszyła. Liczę na kolejne tomy i rozwinięcie wątku z wiatrakiem. To ponadczasowe arcydzieło, które obowiązkowo musi zagościć na Waszych półkach – ocenia Kluska_Ludożerka. Ponadczasowe arcydzieło, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Jedno z niewielu dzieł, o którym chciałoby się zapomnieć, by kolejny i kolejny raz czerpać radość z pierwszego czytania. W niektórych kręgach DecoMorreno zawsze uchodził za Mistrza, ale tak na prawdę dopiero ze swoją „Najwyższą jakością” wzbił się na wyżyny geniuszu, co bez wątpienia potwierdzą wszyscy, którzy kiedykolwiek sięgnęli po tę książkę – napisał Adrian95.I wtedy zaczęło się szaleństwo. Internet zwariował na punkcie Cacao DecoMorreno i jego książek. W serwisie lubimyczytac.pl powstała strona autora, podpięto do niej inne jego książki: „Czekoladowa pokusa”, „Czekoladowe Wieże”, „Murzynek mocno czekoladowy” i „Tarta łasucha”. Oczywiście zamiast zdjęć z okładkami książek widzimy fotografie pudełek produktów marki DecoMorreno.Internauci udostępniają stronę między sobą, dzielą się recenzjami i wymieniają opiniami. Wielu czeka na kolejne książki Cacao DecoMorreno, a wieść gminna niesie, że „Najwyższa jakość” to pierwsza książka z nowej trylogii.Tymczasem żart wyszedł poza internet
Na Facebooku sieci handlowej Piotr i Paweł ukazała się informacja, że bestseller jest dostępny w stacjonarnych sklepach sieci i to w dwóch wersjach. Do wpisu dołączono zdjęcie, na którym mniejsze opakowanie kakao udaje kieszonkową wersję książki.
Żart z DecoMorreno w liczbach
Twórczość Cacao DecoMorreno przypadła do gustu internautom. Żart związany z kakao rozprzestrzenił się błyskawicznie po sieci i dotarł do ogromnej liczby osób.

I teraz pytanie – spontaniczna akcja czy zaplanowany marketing?
Takiej reklamy życzyłaby sobie każda marka. Internauci komentują, bawią się, żartują i rozmawiają o DecoMorreno. Wrzucają do sieci zdjęcia z produktami tej marki, kupują je i recenzują w domu.
Osoby opiekujące się Facebookiem DecoMorreno również stanęły na wysokości zadania. Rozmawiają z fanami, nakręcają zabawę i poprawiają, gdy ktoś przekręci ich nazwę – patrz komentarze pod wpisem na stronie sklepów Piotr i Paweł.

Fanpage DecoMorreno postanowił kuć żelazo póki gorące i przygotował z okazji pięciu minut internetowej sławy konkurs dla fanów twórczości Cacao DecoMorreno.
Przedstawiciele firmy Maspex, właściciela marki DecoMorreno, odcinają się od sugestii, żeby to firma stała za zainicjowaniem zabawy. Dorota Liszka, rzeczniczka Maspexu, w rozmowie z Pulsem Biznesu powiedziała:Akcja nie była inicjowana z naszej strony – to spontaniczne, fantastyczne działanie Internautów.Firma jednak nie zamierza zmarnować szansy, która się nadarzyła. Działania na Facebooku, konkurs i interakcje z użytkownikami tylko to potwierdzają.

Więcej: http://www.spidersweb.pl/2016/06/cacao-decomorreno.html

Tagi: Polska
07:38, radioalert
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
Tagi
Loading